A.T. von Gersdorf, Dzienniki podróżne 1765-1800 (2022)

 


Adolph Traugott von Gersdorf (1744–1807), właściciel położonego na łużycko-śląskim pograniczu majątku sięgającego od góry Smrek po wieś Świecie, był naukowcem (zajmował się m.in. meteorologią, mineralogią, geologią, astronomią, geografią, fizyką doświadczalną), regionalistą, podróżnikiem (obserwował m.in. pierwsze w historii wejście na Mont Blanc w 1786 r.), górołazem, współzałożycielem Górnołużyckiego Towarzystwa Naukowego w Görlitz. Temu ostatniemu zapisał całą swą spuściznę, w tym ponad 30 tomów pisanych drobnym maczkiem dzienników podróżnych (Reisejournalen), wybór z których — dotyczący przede wszystkim Karkonoszy i Gór Izerskich, a także Kotliny Jeleniogórskiej z przyległościami — składa się na niniejszy tom. Dzienniki ukazują nam autora jako człowieka nadzwyczaj ciekawego świata, uważnego obserwatora, umysł ścisły, a zarazem dzięki anegdotom i opisom realiów społeczno-kulturowo-gospodarczych tworzą portret epoki i regionu w 2. połowie XVIII wieku. Tom ukazuje się w serii "Navigare necesse est" ­— historycznych relacji podróżnych z terenu Sudetów, Śląska i okolic.


Dzienniki podróżne 1765-1800
396 stron, papier Munken Cream 90g
format 140 x 215 mm, oprawa twarda szyta
=== 
Adolph Traugott von Gersdorf, "Reisejournalen"
rękopisy w kolekcji Oberlausitzische Bibliothek der Wissenschaften Görlitz, digitalizacja: SLUB Dresden
tłumaczenie na podstawie transkrypcji Ullricha Junkera oraz rękopisów: Marcin Wawrzyńczak
konsultacja językowa: Maria Erdmann, Günther Fiedler, Tomasz Jankowski, Ullrich Junker, Jowita Selewska, Otokar Simm, dr Łukasz Tekiela
korekta: Tomasz Płóciennik, Ewa Wawrzyńczak
okładka i skład: PontonStudio
rysunki architektoniczne pałacu w Unięcicach (Meffersdorf) dzięki uprzejmości Herder-Institut, Marburg (Bildarchiv)
rysunki Johanna Gottfrieda Schultza (1734-1819) dzięki uprzejmości Kulturhistorisches Museum Görlitz


Wtorek, 1 września 1789

Jeszcze po ciemku - i aż do podnóża przy świetle latarni - poszliśmy na Śnieżkę. 

wyjście z Hempels Baude 2.10 rano
na Złotówce 2.37
u podnóża Śnieżki 3.25
wyjście 3.40
na Śnieżce 4.25
wyjście 9.30
u podnóża 9.54
na skraju Białego Jaru 10.15
w Hempels Baude 10.40

Ta wycieczka na Śnieżkę i z powrotem może wynosić blisko półtorej mili. Za ciemnego musieliśmy się zdumiewająco namęczyć, by zapanować nad naszymi tragarzami z Karpacza, pośród których było kilku nieokrzesanych, dzikich i bardzo podejrzanych osobników. U podnóża Śnieżki, gdzie młodszy Hempel z parą wyznaczonych w tym celu tragarzy w gęstej kosówce rąbał drewno do zabrania na górę, było za zimno, żeby tyle czekać i nastąpiło ogólne rozprężenie. Pan Schrickel ze służącymi, kilkoma tragarzami i podleśniczym z Wilczej Poręby z kluczami do kaplicy poszli daleko przodem, ja z moimi dwoma tragarzami chwilę później, potem pan von Meyer z panem Stollenem, na którego ciągle musiał czekać, i na końcu tragarze z drewnem. Ze względu na wiele luźnych kamieni wspinaczka na górę wydawała mi się zaiste o wiele bardziej męcząca niż zwykle, a ścieżkę w ciemnościach było nadzwyczaj trudno odnaleźć. (…) Wszedłszy na szczyt, od razu ustawiłem barometr po zachodniej stronie kaplicy i zająłem się przygotowywaniami do przyrządzenia czekolady i kawy. Tymczasem zrobiło się trochę jaśniej. Niebo było mało zachmurzone, a na wschodzie pięknie czyste i słońce wstało tak ślicznie czysto, jak to tylko możliwe; miało jednak zwyczajny szerokokątny kształt, który w wysokich górach przy wschodzie zawsze przyjmuje. Horyzont tam był niczym w płomieniach, a słońce, które wschodziło nieco na lewo od Ślęży, oświetlało zalegające tam białawe morze mgieł, które zdawało się składać z wielu równoległych pasm. Opar zalegający w wielu dolinach tworzył poza tym wspaniałe efekty...

(fragment)