Listy o Śląsku, Krakowie, Wieliczce i hrabstwie kłodzkim z podróży w roku 1791 (2025)

 


Listy o Śląsku Johanna Friedricha Zöllnera (1754 Dębno – 1804 Berlin) to jedno z najciekawszych świadectw podróżniczych XVIII wieku. Autor — luterański pastor, filozof, przyrodnik, oświeceniowy idealista i wolnomularz — z reporterską wnikliwością opisuje gospodarkę, kulturę i życie codzienne Śląska, ukazując region na progu nowoczesności. To lektura, która łączy wartość źródła historycznego z literackim urokiem opowieści drogi. Podróżując po Śląsku i dalej — od Krosna Odrzańskiego przez Wrocław aż po Kraków (sportretowany na krótko przed kresem I Rzeczpospolitej) — autor zebrał liczne obserwacje dotyczące życia codziennego, historii, architektury, gospodarki, przemysłu (zwłaszcza górnictwa i hutnictwa), a także kultury i stosunków społecznych. Dzięki barwnemu stylowi i dbałości o szczegóły w fascynujący sposób utrwalił obraz ówczesnego Śląska w okresie dynamicznych przemian, pozwalajac czytelnikowi ujrzeć region w momencie przełomu — bogaty w szczegóły, pełen kontrastów i niezwykle żywy. Relacja, którą oddajemy do rąk czytelnika, to jedyna w swoim rodzaju wyprawa w głąb śląskiego świata końca XVIII wieku.

LISTY O ŚLĄSKU, KRAKOWIE, WIELICZCE I HRABSTWIE KŁODZKIM Z PODRÓŻY W ROKU 1791

(wyd. oryg. Briefe über Schlesien Krakau, Wieliczka, und die Grafschaft Glatz auf einer Reise im Jahr 1791, Berlin 1792)
przełożył Marcin Wawrzyńczak
wstęp: dr Paweł Duma, Uniwersytet Wrocławski
wprowadzenie: dr Grzegorz Sobel, Uniwersytet Wrocławski

format 130x215 mm
400 str.
oprawa twarda szyta
978-83-959324-8-9


LIST PIĘTNASTY
Ozimek [Malapane], 17 lipca 1791
Z Kluczborka wyjechaliśmy dzisiaj o wschodzie słońca, by teraz obejrzeć godne uwagi kolonie, kopalnie, huty i inne zakłady, za sprawą których władze pruskie w tak wysokim stopniu podniosły dobrobyt i kulturę w księstwie opolskim. Nie zadawaj sobie trudu śledzenia mej trasy na Twej mapie, bo z rzadka tylko znajdziesz na niej miejscowości, które będę wymieniał. Większość to nowe założenia, których nie ma ani w atlasie Wielanda, ani na wzorowanej na nim holenderskiej mapie Coventa i Mortiera, ani na mapach Homanna*.
Półtorej mili od Kluczborka położona jest kolonia Oś, którą założył właściciel majątku Tuły pan von Blacha, na co otrzymał wsparcie od króla. Początkowo zbudowano 20 domów, poten na koszt pana von Blachy jeszcze cztery. Każdy osadnik ma 10 mórg pola i 4 morgi łąk, płaci rocznie 6 talarów podatku gruntowego, nie jest w żaden sposób zobowiązany do służby na rzecz majątku i nie jest już dłużej poddanym. Cena zakupu takiego domu wynosi zwykle około 200 talarów. Od szesnastu lat działa tutaj huta szklana, produkująca zwłaszcza zielone szkło taflowe. Mistrz szklarski z Linzu, który swój dom mieszkalny wraz z wyposażeniem posiada na własność, pracuje z czterema czeladnikami na rachunek pana von Blachy.
Było jeszcze wcześnie rano, gdy weszliśmy do  huty. Żona jednego z pomocników leżała na macie słomianej pomiędzy węglami i spała. Jej dzieci, w wieku od czterech do sześciu lat, pokładły się na odrobinie słomy, tam gdzie ją znalazły. Jeden chłopiec leżał w samej koszulinie na twardej i czarnej podłodze wprost przed szklarskim piecem, gdzie żar strzelał ponad nim. Jak niewiele potrzeba, by zaspokoić podstawowe potrzeby człowieka! Chodząc po hucie nadepnąłem dość mocno na śpiącego w kącie człowieka, którego nie zauważyłem. Obudził się i pomruczał trochę, ale tak jak ktoś, kto wyraża niezadowolenie z dolegliwości, która nie jest mu obca. Ponieważ sposób produkcji szkła taflowego jest Ci znany, a tutejszy nie odróżnia się niczym od powszechnie stosowanego, to nie piszę Ci o tym nic.
Z Osia do Budkowic jest jedna mila. Wieś jest dość duża i cała zamieszkana przez mówiących po polsku katolików. Wszedłem do domu, który nabardziej wpadł mi w oko. Mieszkał tam leśnik, jedyny protestant w miejscowości. Państwo udali się do kościoła w sąsiedniej wsi. Dziewczyna, Niemka znająca polski, musiała mi uzupełnić mój polski słowniczek, bo używając go, odkrywałem wciąż nowe luki w najniezbędniejszych pytaniach i określeniach. W dalszej drodze natknęliśmy się na sznur Żydów, którzy ciągnęli z towarem do Bierdzan, by handlować z pospólstwem, które tam na Matki Boskiej Szkaplerznej pielgrzymuje i oprócz odpustu kupuje sobie pończochy, czapki, opaski i temu podobne.
Milę od Budkowic położona jest Huta Kluczborska. Została ona założona w 1755 roku z inicjatywy ówczesnego nadleśniczego Redanza, by odlewać amunicję dla armii. Wybór miejsca był szczęśliwy, bo łączy się w tej okolicy wszystko, co jest konieczne do funkcjonowania takiego zakładu. Gęsty las zdawał się niewyczerpanym źrodłem węgli. W promieniu około jednej mili, w „stajniach”, czyli oddziałach leśnych, Grabice (gdzie leży kolonia o tej nazwie ), Lissykond, Oborra, Menczyne, Ziegelplatz itd. wydobywana jest ruda dająca znakomite żelazo, być może najlepsze na Śląsku. Z 4½ cetnara otrzymuje się 1 cetnar żelaza. Wymieszana jest z iłem, zwana rudą górską, ma barwę szarą, żółtą i brązową i kruszy się nieco na powietrzu. Całkiem w pobliżu występuje też ruda bagienna, czyli łąkowa, ta jednak wykorzystywana jest tylko na amunicję; wapno zaś, które potrzebne jest jako dodatek przy wytopie, wydobywane jest w Dobrzeniu Wielkim nad Odrą, dwie i pół mili stąd. Kamienie na paleniska muszą być sprowadzane z majątku Orzesze koło Pszczyny, należącego do pana von Wolskiego. Wielki piec jest zwykle co 12 godzin opróżniany, to znaczy żelazo wytopione z rudy spuszczane jest z paleniska, gdzie się zebrało, i przetapiane częściowo na gęsi, częściowo na blachy. Każdorazowo otrzymuje się 12 do 13 cetnarów żelaza i taki wielki piec działa często nieprzerwanie przez 40 do 60 tygodni. Poza tym działają tu cztery fryszerki, gdzie surówka po kilkakrotnym oczyszczeniu z domieszek rozciągana jest w sztaby, młot kleparski  oraz gwoździarnia, która jednakowoż należy do osoby prywatnej.
Już w 1757 roku powstała przy hucie kolonia, którą nazwano Zagwiździem. Składa się z 80 domów i stale się rozrasta. Większość mieszkańców to hutnicy, drwale, węglarze, kopacze rudy oraz furmani, którzy wożą węgiel i rudę. Nad całością ustanowiono urząd górniczy. Pół mili opodal położona jest huta szklana należąca do klasztoru norbertanek w Czarnowąsach.
Z Huty Kluczborskiej ma się półtorej mili nadzwyczaj przyjemnej drogi do Kupu. Jedzie się przez las mieszany, na który składają się sosny, świerki, jodły, dęby, czasem też brzozy. Jodły, które znasz pod nazwą białych lub szlachetnych (Pinus abies alba Mill. błędnie Pinus picea Linn.), dzięki swej białawej gładkiej korze i majestatycznemu szczupłemu pokrojowi zapewniają oku rozkoszny widok. Tam, gdzie otacza je wiele sosen, musiały te ostatnie – nie chcąc uschnąć – rywalizować z nimi wzrostem, tak że nigdzie indziej nie widziałem tak wysokich i smukłych sosen.
W Kupie, dwie i pół mili od Opola, mieści się tak zwany urząd poborczy, z którym rzecz przedstawia się następująco. Od czasu zajęcia Śląska przez Prusy w całym powiecie opolskim istniał tylko jeden urząd królewski, mianowicie w Opolu. Ponieważ jednak wciąż powstawały nowe osady, to sprawy ich zanadto się piętrzyły. Założono zatem tutaj nowy urząd, dzieląc królewskie domeny powiatu pomiędzy nim i urzędem opolskim, przy czym za linię podziału przyjęto rzeczkę Mała Panew.
W środku tego niesłychanego lasu widok Kupu zaskakuje człowieka bardzo przyjemnie. Siedziba urzędu, wzniesiona w 1782 roku, to murowany dwupiętrowy budynek z ładną wieżyczką. Wszystkie zabudowania przyległe również są murowane. Domy kolonistów otaczają urząd okręgiem. Są zbudowane w konstrukcji szkieletowej, czyli z żerdzi, a za każdym znajduje się otoczony płotem ogród i pole. Rzeczka Brynica wije się ze wschodu na zachód przez założenia, a wszystko ściśle otacza gęsty las. Z wieżyczki urzędu nie mogłem się na ten widok dość napatrzeć, po tym jak przez dwa dni oglądałem tylko wioski o nieregularnej zabudowie, huty żelaza i splątane lasy. (fragment)