Johann Gottfried Bergemann, Opisanie i dzieje miasta Mirska na Śląsku. Część 1 (Od zarania dziejów do roku 1740)
---
Wydane w 1829 roku "Opisanie i dzieje miasta Mirska na Śląsku" Johanna G. Bergemanna to monumentalne kronikarskie dzieło, a zarazem portret mikro-świata: niewielkiego nieobwarowanego miasta położonego na granicy Śląska i Łużyc, u podnóża Gór Izerskich, nad rzeką Kwisą. Śledząc jego dzieje od najwcześniejszych, poznajemy jednocześnie historię regionu, z jego ważnymi zamkami (Czocha, Gryf, Leśna, Świecie), innymi miastami (Gryfów, Lwówek, Lubań, Jelenia Góra), okolicznymi miejscowościami (Świeradów, Unięcice, Giebułtów, Lubomierz, Stara Kamienica) i ważnymi rodami (Schaffgotschowie, Nostitzowie, Uechtritzowie, Zedlitzowie). W pierwszych dwóch rozdziałach zawarł autor geograficzne opisanie Mirska i historię jego kolejnych właścicieli, a kroniki poszczególnych stuleci opatrzył historyczno-kulturową charakterystyką obyczajów i sposobu życia. Całość stanowi szeroką panoramę dziejową od średniowiecza po wczesną nowożytność, w której wydarzenia o skali europejskiej czy krajowej – zmiany władców i przekształcenia państw, wojny i przemarsze wojsk, wielkie spory religijne – tworzą tło dla relacji dotyczących wypadków i przypadków dnia codziennego i historii lokalnej: powodzi, pożarów, wichur, anomalii pogodowych, urodzajów i nieurodzajów, egzekucji, ceremonii, świąt i zabaw. Tom kończy się na roku 1740, w przeddzień zajęcia Śląska przez Prusy Fryderyka Wielkiego. Tekstowi towarzyszą kolorowe ilustracje: plan Mirska autorstwa Friedricha B. Wernhera oraz grafiki Christopha Nathego (na rozkładówce) i Friedricha Augusta Tittela. Książka ukazuje się w serii "Silesiaca", w której prezentujemy tytuły związane z historią Śląska.
---
edycja limitowana
format 140 x 215 mm
oprawa twarda szyta płócienna + obwoluta
320 stron
papier Alto 130g
kolorowe ilustracje
indeks nazw miejscowych
indeks nazwisk
wstążka
tom zafoliowany
Cechy ekskluzywne:
- płócienna oprawa + obwoluta
- pogrubiony papier
- kolorowe wyklejki
- kolorowy frontyspis
- kolorowa rozkładówka
- jednorazowa edycja limitowana
---
Johann G. Bergemann, Beschreibung und Geschichte der Stadt Friedeberg am Queis (Hirschberg 1829)
przełożył: Marcin Wawrzyńczak
korekta: Tomasz Płóciennik, Ewa Wawrzyńczak
konsultacja lingwistyczna: Gabriel Jaczewski, dr Łukasz Tekiela, Jowita Selewska
okładka i skład: PontonStudio
grafika C. Nathego dzięki uprzejmości Muzeum Narodowe w Warszawie
ISBN 978-83-959324-9-6
"W 1721 roku wprowadzono na Śląsku zwyczaj picia kawy. Mielona kawa, w blaszane puszki pakowana, była z Hamburga sprowadzana. Gotowano ją w dużym garnku, rozlewano do misek, mieszano z mlekiem i syropem i łyżkami taką kawową zupę pito. Później za radą lekarzy zaczęto fusy odcedzać i naczyń glinianych używać. Pół wieku później pito kawę dwa albo trzy razy dziennie z naczyń porcelanowych. Tak narodziła się sekta „kawoszek” [Kaffeeschwestern], które, gdy im filiżanka tego czarnego napitku język rozwiązała, plotkować o wszystkim, co się da, chęci nabierały.
(…)
W 1731 roku zaczęto również w Unięcicach i Giebułtowie szlifować nieprawdziwe granaty [Schmelz] i to z takim powodzeniem, że wkrótce wysyłano je do Polski, Rosji i tak dalej. Za tuzin sznurów płaciło się dwa talary.
(…)
Dnia 1 lipca 1732 padało bardzo mocno, a potem spadł śnieg, który zboże, w kłosie już będące, do ziemi całkiem przygniótł; zapanowało takie zimno, że ludzie musieli futra, czapki i rękawiczki z powrotem z szaf wyciągnąć.
Dnia 1 grudnia żona George’a Neumanna, która bardzo lubiła gorzałkę popijać, rzuciła się do studni w dolnym folwarku u Jeremiasa Neumanna, prawdopodobnie na złość znajomym, którzy ją nieraz ostrzegali, że źle skończy. Dnia 3 grudnia została przez dwóch katów i trzech pachołków rzeźnickich ze studni wyciągnięta, dwukółką pod szubienicę przewieziona i tam pogrzebana.
(…)
Dnia 7 kwietnia 1734 Rosina Drimel z Czerniawy za to, że swemu szwagrowi truciznę podała, została w Giebułtowie ścięta i na kole wywieszona.
(…)
Dnia 22 września syn bauera George’a Bieriga z Mroczkowic zanadto zbliżył się do działającej maszynerii w kopalni w Gierczynie i został bardzo poważnie poturbowany.
(…)
Rok 1736 na długo zapisał się w pamięci całego Śląska, w tym i miasta Mirska. Od 8 czerwca, to jest św. Medarda, padało nieprzerwanie przez sześć tygodni; przeto wszystkie rzeki i strumienie nie tylko przybrały, ale też spowodowały ogólną powódź, która wiele szkód w domach, ogrodach i na polach poczyniła, a także całe zboże poniszczyła. W rezultacie nastąpiła drożyzna i głód. Jedna ćwierć żyta talara kosztowała, a ceny wzrosłyby jeszcze bardziej, gdyby nie awaryjne dostawy z Węgier, Czech, Moraw, Łużyc i Marchii Brandenburskiej. Łącznie według rachunków akcyzowych pomiędzy 1 października 1736 i końcem września 1737 roku sprowadzono na Śląsk z Czech i Łużyc 1448 korców pszenicy, 11 392 korców żyta, 645 korców jęczmienia, 223 korce i dwie ćwierci owsa, 40 korców grochu, 17 korców kaszy i 75 korców mąki. Łącznie wydał Śląsk na dostawy ze wszystkich wyżej pomienionych krajów dwa miliony dziewięćset pięćdziesiąt sześć tysięcy trzysta osiemdziesiąt cztery guldeny pięćdziesiąt sześć krajcarów i jednego halerza.
(…)
Dnia 7 czerwca 1737, w piątek po Zielonych Świątkach, odbyła się pod rządami cesarskimi w Mirsku ostatnia egzekucja. Tego dnia zostali tu trzej złodzieje z Rębiszowa, jak to: Oertel, Kluge i Pohl, ścięci i na kole wywieszeni. Na potrzeby tej egzekucji musiało miasto nowe miejsce straceń wybudować, przeto 3 czerwca zostało drewno na rynek przywiezione i nazajutrz przez pięćdziesięciu pięciu cieśli obrobione, po tym, jak pisarz miejski Quasius mowę wygłosił, a pisarz Schürer w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego trzy pierwsze uderzenia siekierą wykonał. Dnia 6 czerwca została przygotowana konstrukcja wywieziona i w podmiejskim lasku do wtóru muzyki i czterech werbli uroczyście zmontowana. Głównym cieślą był Christoph Hübner, mieszkaniec tutejszy.
Skazańcy poprosili, by ich kat tutejszy Greulich nie ścinał, przeto wezwała rada kata Michaela z Sobieszowa, kata Klugego z Żytawy i kata Oertla z Lubania. Dwaj pierwsi wykonali egzekucję po mistrzowsku, Oertel jednak trzy razy ciął, a głowa wciąż się trzymała, przeto musiała być w końcu oderżnięta. Oburzenie publiki na tę jatkę było wielkie.
Dnia 23 października ponownie uruchomiono w Mirsku cotygodniowy targ. By zapewnić lepszy obrót, młynarzom, piekarzom i każdemu innemu najsurowiej zakazano gdzie indziej co kupować niż w środy na owym targu. Ponieważ gierczyńscy i rębiszowscy młynarze zakaz ten złamali i w Lwówku się w ziarno zaopatrywali, ukarano ich grzywną w wysokości trzech florenów, a furmanów w wysokości półtora florena. Musieli jednak junacy wiele razy do Lubomierza chodzić i ludzi z Mirska i okolicy stamtąd gnać. Wszystkie te środki nic jednak nie dawały i nie minęło wiele czasu, a mirski targ cotygodniowy, jak tyle razy wcześniej, przestał działać."
(fragmenty)